W słuchawce coś szczęknęło, zanim zdążyłam odpowiedzieć. Chwila ciszy i na linii rozległ się głos. O Jean-Claudzie można powiedzieć wiele złego, ale sprzęt ma niezły. .
Przestaje bębnić palcami i podnosi na mnie wzrok.. Spojrzeć. - Ever, ja.... Ksiądz. Niego, niż kilkadziesiąt kilometrów dalej, sama. Nie byłam tego pewna, ale wydawało mi się,. - Co masz na myśli?. Zadzwonię do Kurta. Może tu przyjechać i zabrać mnie do szpitala. Rozejrzała się w poszukiwaniu. - W korytarzu jest klapa, ale tunel prowadzący do instalacji ma wiele otworów wentylacyjnych wychodzących na ulicę. - Oddalające się głosy cichły. - Przykro mi, panie Kalamack - ciągnął Jim. - Nigdy przedtem nie uciekło nam żadne zwierzę. Zaraz każę tam komuś zejść.. Wolała nie słyszeć tych słów.. - Wysportowany? Do szpiku kości..